Chyba śnię! Bo tylko we śnie mam to wrażenie, że czegokolwiek nie zrobię na nic nie mam wpływu, a w następnej chwili mam ochotę zrobic wszystko na raz. W rezultacie zostaje w tym samym miejscu i obserwuje. A możecie wierzyć lub nie, ale jest, co obserwować. I kogo. Mimo, ze mieszkam tu tylko z czterema osobami, osobami w tym tylko jedna, jedyną z mojego własnego wyboru, jeżeli chodzi o obserwacje mam dużo materiału. Wnioski nie są zbyt krzepiące. Bo jak może być krzepiące to, że tylko mi przeszkadza syf w kuchni na tyle żeby podjąć wyczerpujące kroki ku temu, żeby syfu nie było? Nie mówie o zwykłym zmywaniu czy uprzątnięciu blatów lub wyniesieniu śmieci, bo w tym przebłyski ma każdy (niestety, lub stety zależy, z której strony patrzeć robi to mój Michał), ale nikt nie pomyśli o wyszorowaniu kuchenki, odkurzeniu a już z pewnością nie o umyciu podłogi. W ogóle czasem mam wrażenie, że tylko ja i M. mieszkaliśmy w domu w jakiś przyzwoitych warunkach i mieliśmy szanse sie do takich przyzwyczaić. Wiem, wiem, wyglądam tu na straszliwą, jędzowatą pedantkę, ale mogłabym podać wiele innych przykładów, którymi zostaję codziennie wprowadzona w stan choćby maleńkiej irytacji. Nie widzę jednak takiej potrzeby. Bo w sumie jestem skazana na mieszkanie tu przynajmniej do następnych wakacji. Staram się powstrzymywać, więc chęć kopania, bicia i gryzienia, oraz co najważniejsze: sprzątanie po nich. Od razu dodam, że nie twierdzę, że ludzi tych nie znoszę. Lubię ich, mimo, że nie są z mojego świata. Jednych bardziej, innych mniej, ale lubię. Poza tym po pewnej akcji, w której jedno z nich pomogło i moich za nią przeprosinach usłyszałam, że od tego są przyjaciele, co prawda po pijanemu i raczej przyjacielem bym go nie nazwała, ale zrobiło mi się miło. I niestety, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Przyjaciele? Nie powinnam tu rozwijać jak na razie tego tematu. Po zbyt wiele sprzecznych myśli we mnie siedzi. Chyba najgorsza jest ta duma, niemożność proszenia i przepraszania po kilka razy. Tęsknota a z drugiej strony głupia złość, że chcą odejść. Z drugiej strony pytanie, ile można przebaczać? I co tak naprawdę można a czego już nie? Czy chęć wybaczania ma tu cos do rzeczy? Czy liczy się honor, duma lub troska? Niestety, nie mogę słać listów, nie mogę stać pod domem, chyba włączyła mi się kwestia szanowania czyjejś decyzji, mimo, że nigdy wprost jej nie usłyszałam. Wracają do mnie ostatnio demony z mojej przeszłości. I to w miejscach, w których nie oczekiwałabym ich widzieć. Pytanie, czy to nie moja chora wyobraźnia? Bo niestety tak to jest z naszymi strachami, boimy się czasem podejść na tyle blisko by rozwiać wątpliwości. Znowu mi się włącza moje blablabla, które włącza mi się zazwyczaj po Murakamim. Tym razem nawet go do tego nie potrzebowałam. Może naprawdę boję się, że kiedyś moja przeszłość złapię mnie na ulicy za ramię? Coraz mniej wiem, coraz częściej się zastanawiam. To źle, źle, źle. Nigdy nic dobrego nie przyszło z siedzenia na pośladkach i zastanawianiu się. Przynajmniej mi. Dobre przychodziło gdy dawałam sobie z tym spokój i wychodziłam wreszcie z tej „studni” na światło dzienne. Czy dam radę doprowadzić cokolwiek do końca? Nie mówić o tym wszystkim dookoła tylko zrobić i wreszcie z tej studni wyjść i już nie wracać?
Iza Ty się lepiej nie zastanawiaj tylko bierz życie jakim jest, ja tak robie :)co do sprzątania itp. to no cóż, nic nie poradzisz że jesteś dobrze wychowana, a że zaciskacie z Michałem zęby i sprzątacie po wszystkich to reszta już się do tego przyzwyczaiła i nie musi się wysilać. Co do przyjaźni to fajnie mieć przyjaciół i wiedzieć że zawsze na nich można liczyć, mimo że jak wiesz różnie jest to wybaczą, przeproszą kiedy trzeba, no i chyba są z Tobą kiedy tego najbardziej potrzebujesz, przynajmniej ich część jest.
OdpowiedzUsuń