czwartek, 23 grudnia 2010

nie pytaj mnie.

Zawsze chciałam być niezwykła. gdy byłam mała, marzyłam, że będę strasznie sławna i każdy będzie mnie podziwiać. Potem zamieniło się to w marzenie o tym, że kiedyś ugryzie mnie jakiś radioaktywny pająk i będę ratować świat.
Zawsze chciałam być niezwykła.
Nie muszę dodawać, że nigdy sławna nie będę, bo nie mam predyspozycji. Na pająka też nie mam szans.
Jestem tylko studentką filologii polskiej, nie wyróżniam się na tym polu w niczym.
Ale ostatnio czuję się niezwykła. Czuję się tak niezwykle niezwykła jak nigdy wcześniej.
I okazało się, że nie potrzebuje do tego pelerynki ani innych pierdół.
I jutro wigilia i potem sylwester i nie będę przez ten tydzień myśleć o swoich czterech egzaminach i o tym, że jeszcze niczego nie ruszyłam. Wprowadzam zakaz rozmyślania o studiach.
Zamierzam się uroczo lenić, zajadać ciastem i oglądać durne filmy.
Czytać wszystko co nie jest związane z moim kierunkiem studiów.
I czuć się przez cały czas tak tandeciarsko szczęśliwa.

Wesołych świąt i czadowych reniferów.

piątek, 10 grudnia 2010

somebody mixed my medicine.

Dlaczego tak trudno nam uwierzyć w te dobre rzeczy?
Dlaczego MI tak trudno uwierzyć w te dobre rzeczy?
Tak sobię patrzę na ten zegarek i zastanawiam się, kiedy uznam, że to prawdziwe. Kiedy przestanę się obawiać, że ktoś wyskoczy zza rogu i krzyknie "mam cię!".
Ale w tych momentach kiedy się nie zadręczam podobnymi scenariuszami jestem szczęśliwa (z pewnym drżeniem piszę to słowo).
Miło byłoby tylko, gdyby uczelnia nie robiła mi psikusów i nie męczyła jakimiś durnotami z kultury języka, które podkopują moją wiarę w siebie.
Ogółem przez to, że mój Bogusław nadal nie odzyskał sprawności odnalazłam pewną przyjemnośc w pogłębianiu swojej wiedzy. Na zajęcia w czwartek przygotowałam się już w poniedziałek. Taka śmiesznostka. Czasem na zajęcia w czwartek nie przygotowuję się nawet w środe.
O i jeżeli macie koszmarnego pmsa i płaczecie z byle powodu nie oglądajcie dodatkowo "Leona Zawodowca", kocham ten film, ale zbytnio pocieszający to on nie jest.
Poza tym nie chyba nie warto wierzyć we wszystko co się usłyszy, prawda? Ale to też zrzucę na ten koszmarny tydzień, a co mi tam. Ważne, że jest dobrze. I będzie dobrze.
Chcę już święta, kiedy już skończy się ten cały szał a ja usiądę z poczuciem, że wszystko już jest okej, a ja mam wolne i jest pięknie. I wtedy cudowny śnieżek może sobie padać, tramwaje mogą sobie nie jeździć a sesja może sobie być już w lutym. I chcę lampeczek w pokoju. Myślę, że z lampeczkami będzie mnie mniej denerwować. Nawet ten cholerny dres z pokoju obok. Dostałam nawet ostatnio od koleżanki z grupy stopery, jeszcze nie wykorzystałam, ale z pewnością się przydadzą (:
Czy tylko mnie ostatnio tak totalnie irytują ludzie na ulicach?
Już niedługo, już niedaleko, już prawie (: