Nigdy nie jest tak żeby nie mogło być lepiej, tak przynajmniej słyszałam. Mam wrażenie, że lepiej w tej sytuacji przyjdzie, gdy ta głupia pogoda się skończy i znów zacznie być tak przyjemnie ciepło, będzie wiał przyjemny wietrzyk i po wejściu do mieszkania nie będę mieć splątanych włosów i czerwonego nosa. To niesprawiedliwe, takie osłabienie temperatury w momencie gdy zaopatrzyłam się w wiosenną kurtkę i wyszperałam okulary przeciwsłoneczne. W każdym razie święta idą, święta są już bardzo blisko, tylko jeszcze dwa razy muszę iść do pracy a potem mogę spokojnie jechać do domu obżerać się sałatką i ciastem. Jakoś tak nie mogę się już doczekać, bo skoro Boże Narodzenie było tak koszmarne to chyba Wielkanoc musi już być fantastyczna, prawda? Postanowiłam nie rezygnować jeszcze z pisania, bo w sumie co może złego się stać. Najwyżej ktoś posądzi mnie o grafomanię (jeśli ktoś te moje wypociny kiedyś przeczyta, w sumie pisząc to do głowy przychodzi mi tylko Gośka), ale świat się nie skończy, ziemia się nie rozpadnie na kawałeczki a jeśli coś ucierpi to tylko moje ego. Moje ego nawiasem mówiąc się podniosło po ostatnich katastrofach, odżywa i kwitnie zgodnie z porą roku. Nie wiem ile z tym wspólnego ma to, że znowu dość regularnie uczęszczam na zajęcia (mimo, że te studia nadal uważam za malutką pomyłkę w moim życiu), regularnie chodzę do pracy i mam zwyczajnie mniej czasu na siedzenie i zastanawianie się nad tym czemu ten świat jest taki zły i brzydki. Wcale nie tęsknie za czasami gdy miałam całe dni na siedzenie na tyłku, a nawet mogę stwierdzić, że wspominam je dość niechętnie. Co jednak nie zmieniło faktu, że wstawanie rano nadal jest dla mnie torturą, przed wypiciem pierwszej kawy jestem nie do zniesienia a ruszenie dupki, wsadzenie jej do autobusu i dojechanie do kina często graniczy z cudem. Praca jednak dała mi dużo, zwłaszcza jeśli chodzi o moją pewność siebie. Potrafię, umiem, radzę sobie, ludzie nadal potrafią mnie lubić, ja potrafię lubić ludzi no i wreszcie mam swoje pieniądze, które mimo tego, co niektórzy próbują nam wmawiać, ważne w życiu są. I na tym zakończę, bo jak wiadomo długie formy nadal mi nie służą, aczkolwiek mam nadzieję, że i to się zmieni.
"Trochę szkoda, że nikt już tego nie zbada, nie spróbuje wyjaśnić, czemu pisano tak dużo o samotności, tęsknocie i tym podobnych oczywistościach, używając zupełnie niezrozumiałych słów. Dziwne praktyki miały wtedy miejsce, dziwny to był świat, głupi i tępy, ale czy to dobrze, że się skończył?"
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
czwartek, 29 marca 2012
Crazy!
Nie umiem pisać! Nie umiem pisać totalnie i juz zaczynałam myśleć, ze jednak coś tam pisać umiem, coś w stylu: „o jak fajnie, mam taką świetną historię, tylko pisać!”, ale teraz opadłam z sił. Nic mi się nie splata, powietrze ze mnie zeszło i nie czuję tej fajnej iskierki, energii, którą miałam na początku. Zaczynam, nie kończę jak zwykle. Powinnam być mistrzynią krótkich form, wiersze się powinny ze mnie sypać po prostu. Jak byłam mała, a raczej mniejsza niż teraz, chciałam być pisarką albo poetką. Bo to wydawało się takie cudowne, tajemnicze, magiczne. Myślałam o sobie siedząca przed wielkim oknem, w wielkim domu, przy wielkiej maszynie. Myślałam ze będę palić bardzo dużo, że będę pisać bardzo dużo. Palić, palę, ale z pisaniem gorzej. Kurczę, jaka szkoda, ze nie mam maszyny do pisania! Wiem, ze ona nie załatwiłaby sprawy mojego pisania, bo to sprawa talentu, ale chciałabym ją mieć. Miałabym małą dawkę tej magii, której chciałam w dzieciństwie. Trochę jeszcze więcej magii niż mam teraz, bo nigdy nie jest jej za wiele, prawda? Więcej, więcej, więcej, jeszcze trochę więcej. Lubię to co mam teraz, lubię siebie teraz. Chyba zaczęłam w siebie wierzyć, a po tym co się działo zimą potrzebowałam tej wiary. I teraz gdy tak wiele rzeczy się zmieniło zaczynam myśleć, że to było mi potrzebne. Może serio tak jest, że większość z tego co się dzieje jest nam potrzebne? Ale byłoby fajnie, prawda? Można by było mieć pewność, że najgorsze rzeczy, które się dzieją prowadzą ku lepszemu. Po burzy spokój, po nocy dzień i inne cudowne mądrości raptem zaczną być naszym mottem. Dziwnie. W każdym razie nie umiem pisać, nie umiem dokończyć większości rzeczy, które zaczynam i nie umiem się otworzyć przed ludźmi. Ale czuję magię, czuję ostatnio cholerną magię i może to nie jest taka dawka magii, której chciałam w dzieciństwie, ale mam takie wrażenie, że idzie coś cudownego w moim kierunku. I to jest takie miłe uczucie, że nie będę go przygaszać, nawet jeśli to złudzenie.
Powiedzcie mi, czemu nie?